Miejska Biblioteka Publiczna
im. Zbigniewa Załuskiego w Gryficach

Miejska Biblioteka Publiczna
im. Zbigniewa Załuskiego w Gryficach

Miejska Biblioteka Publiczna
im. Zbigniewa Załuskiego w Gryficach

Miejska Biblioteka Publiczna
im. Zbigniewa Załuskiego w Gryficach

Miejska Biblioteka Publiczna
im. Zbigniewa Załuskiego w Gryficach

Tekst III Dyktanda dla dorosłych

Żyje się dwa razy

Kiedy byłem bez mała dzieckiem, chciałem ze wszech miar podbijać nie tylko świat, ale nadświat, który, gdyby wierzyć komukolwiek i czemukolwiek, istnieje na mocy naszej wiary. Stan pacholęcia jest przede wszystkim czasem minionym, utraconym przedpokojem, do którego nie mamy choćby krótkoterminowego prawa wstępu, tym bardziej że zatracamy w sobie pierwotne dobro:[1] niemożność  odróżnienia prawdy od fikcji, superszlachetność oraz bezwarunkowy altruizm.

Niejeden arcyfilozof z epoki oświecenia[2] poszukiwał odpowiedzi na przyczyny zła. Nic więc dziwnego, że za pan brat powstało mnóstwo mini- i maksiteorii o jego pochodzeniu – tudzież sam napisałem owych teorii niemało. Z tej całej batalii wyszedłem mocno poturbowany, ale nie pokonany. Byłem niepokonany moralnie, a przede mną stały drzwi, do których posiadałem klucz, taki cud-proszek, który uczynił świat zielono-biały. Odrzuciłem esy-floresy, ćwiczyłem niby-romantyczne koncepcje i kupiłem słownik polsko-angielsko-niemiecki, gdyż chciałem jak najszybciej podbić Europę. Uderzyłem z nadludzką siłą, rach-ciach i cały świat padł mi do stóp, a nade mną malowało się zewsząd jasnoniebieskie, harmonijne i bezkresne niebo. Nie raz, ale wiele razy wmawiałem sobie, że ludzkość potrzebuje więcej czasu. Nieraz czekałem w nieskończoność  i dzisiaj wiem, że dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane[3], poza tym należy uwzględnić fakt, że niektórzy żyją w przedśredniowiecznej hibernacji, więc nie ma potrzeby uszczęśliwiać kogoś na siłę.

To zdarzyło się w przededniu moich urodzin, nieważne których,[4] w Gryficach na ulicy 3 Maja, właściwie niedaleko placu Zwycięstwa. Ujrzałem wówczas pięknych ludzi, szczerze uśmiechniętych i nieegoistycznych. Kobiety i mężczyźni dzierżyli w dłoniach książki, a nie patelnie, telefony komórkowe i kosmetyki.  Budynki były wielokolorowe, można by powiedzieć, że tak zwane szklane domy, o których czytaliśmy w „Przedwiośniu” Stefana Żeromskiego. Ulicami poruszały się superauta. W okamgnieniu zauważyłem drzewa, z których sączył się, znany nam z mitologii, miód. Wszystko we mnie zachybotało, kiedy moje nibyźrenice ujrzały napis:[5] „X[6] Dyktando Biblioteczne tuż-tuż”. Gdybym wiedział, że doświadczę czegoś takiego, tobym wyszedł z domu wcześniej. Pół żartem, pół serio pomyślałem, że w życiu najpiękniejsze są chwile. Wiedziałem, że to jest dobry wstęp do arcy-Europejczyka.

Ale dość tego widzimisię.

Mariusz Rakoski


[1] Albo po myślniku.

[2] Dopuszczalna pisownia wielką literą.

[3] Można związek ten wziąć w cudzysłowie.

[4] W nawiasie lub – nieważne których –

[5] : nie jest konieczny.

[6] Lub 10. Dyktando…

Akceptuj pliki cookies na tej stronie

EU Cookie Directive Module Information